• Wpisów:200
  • Średnio co: 9 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 21:55
  • Licznik odwiedzin:28 923 / 1848 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Mamo, tato. W nocy chciałam popełnić samobójstwo.
 

 
A moja miłość pachnie fajkami i alkoholem.
 

 
I okazuje się, że nikt nas nie okłamał, tylko my zbyt dużo sobie wyobrażaliśmy.
 

 
Moja refleksja jest taka, że ludzie są popierdoleni.
 

 
Mam schizofrenię
autoagresję
zaburzenia emocjonalne
aproseksję
ekmnezję
iluzje fortofikacyjne.
Siedząc na chodniku wśród przechodniów
popełniam samobójstwo
własnych myśli
już szósty raz.
Śmiejąc się do łez
zabijam się po raz kolejny.
Wszędzie twarze.
Zmartwione, apatyczne, niekomunikatywne.
Popijając poranną kawę
umieram.
 

 
Wszyscy jesteśmy równie mocno zepsuci w środku. Każdemu z nas brakuje jakiegoś kawałka serca.
 

 
Pan umrze inną śmiercią.
 

 
XX wiek był wiekiem nerwic i histerii. XXI wiek jest wiekiem depresji i nałogów.
 

 
Athazagorafobia jest to strach przed byciem ignorowanym, zastąpionym kimś innym lub zapomnianym.
 

 
Otwieram żyły jak okna na oścież.
 

 
Zjedzenie 200 gram soli powoduje śmierć.
 

 
Terapeuta kazał mi liczyć powoli do pięciu jeśli ktoś mnie zdenerwuje. Doliczyłam już do siedemdziesięciu, a Twoja morda nadal powoduje we mnie złe emocje.
 

 
Z depresji się nie wychodzi. Ona tylko na chwilę ucicha, a potem ta szmata atakuje nas w najsłabszym momencie.
 

 
Paradoks uśmiechnął się fałszywie.
 

 
ATEIZM:

Wiara w to, że jesteś tylko przypadkowo zaistniałą kupką białka, której wszystkie emocje, marzenia, zdolność pojmowania, łzy spływające po policzkach podczas pięknego wschodu słońca, są jedynie efektem uwolnienia jakiejś tam substancji w Twoim mózgu, bo tak mówią panowie w białych kitlach na drugim końcu globu, których nigdy nawet nie widziałeś i tak w ogóle nie chce Ci się wstać w niedzielę, a babcia, której ciepłe dłonie pocieszały Cię, gdy było Ci smutno teraz jest tylko gnijącą strefą materii organicznej zakopaną głęboko pod ziemią, gdzie za jakiś czas skończysz Ty, wszystkie Twoje marzenia, bohaterowie i miłości. To ma sens.
 

 
Ano­rek­sja to tak jak psychiczny ce­libat. Żyjesz w klasztorze podziem­nych myśli. Ni­kogo nie do­puszczasz, ni­kogo nie chcesz. Liczy się tyl­ko ona - ano­rek­tyczna wiara w czerń. Ona pod­suwa Ci modły, na­kazu­je post w czwar­tek i głód w so­botę. Ona za­biera też sma­ki i za­pachy. Go­rycz przyk­ry­wa słodycz. pra­wie każda ano­rek­tyczka tra­ci ludzkie zmysły - niczym za­kon­ni­ca, co usy­pia w so­bie ochotę na sex.
 

 
Jestem chora wprawdzie, ale to raczej dusza choruje, nie ciało.
 

 
A Ty ile miałeś lat, kiedy umarł w Twoich oczach świat?
 

 
80% nastolatków patrzy na świat optymistycznie.
Reszta nie ćpa.
 

 
No a serce? Nie ma serca, to tylko kawał mięsa.
 

 
Funkcjonuję - to dobre słowo na obecny stan rzeczy. Chodzę, mówię i oddycham. Czasem nawet się uśmiechnę.
 

 
Zawsze uśmiechnięci, w środku nieżywi.